Islandia część II

Vík

Vík jest ponoć najcieplejszym, i najbardziej mokrym miejscem na Islandii, i taki też był ten deszczowy poranek. Przy populacji prawie 300 ludzi, Vík jest największym siedliskiem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, ze swoją stacją benzynową, sklepem i barem jest uważany za centrum regionu. Sama miejscowość położona jest na końcu szerokiej doliny zamkniętej wzgórzami. Dopiero po powrocie dowiedziałem się że ta malownicza i spokojna dolina jest też zagrożeniem dla ludzi. Na jej drugim końcu leży lodowiec Mýrdalsjökull, a pod nim wulkan Katla. Erupcja wulkanu może pewnego dnia stopić lodowiec, a wtedy powstała masa wody zatopi wszystko co spotka na swojej drodze. Ale aktualnie Katla śpi i nic nie stoi na przeszkodzie przed odwiedzeniem Viku. Z drugiej strony siedliska roztacza się szeroka plaża, z czarnym wulkanicznym piaskiem pod wysokimi klifami (panorama). Jednak zwiedzanie trzeba było przesunąć na kolejny dzień, pogoda po śniadaniu popsuła się jeszcze bardziej i jedynym ratunkiem była ucieczka od deszczu.

20160406_065443_hdr

20160406_104029_hdr

Warto tutaj wspomnieć o Drodze nr 1. Þjóðvegur 1 ma ponad 1300km długości i biegnie równolegle wybrzeża zataczając koło wokół całej Islandii. Zaczyna się i kończy w Rekjaviku i to na niej leży wiele islandzkich atrakcji i ważniejszych miejsc, takich jak właśnie, Vík lub też opisane w poprzedniej części wodospady Seljalandsfoss i Skógafoss. Także tą drogą dojedzie się do opisanej w następnej części Czarnej Plaży. Szukając o niej więcej informacji, wpiszcie w Google „Icelandic Route 1” albo „Golden Circle”. Więcej przydatnych faktów znajdziecie też w filmie na końcu tego wpisu.

Skaftafell

Jadąc 140km na wschód od Viku drogą nr 1 udało nam się uciec od złej pogody. Celem wyprawy był Skaftafell, część Parku Narodowego Vatnajökull. Naszym planem było wspięcie się na wzgórze ponad lodowcem Skaftafellsjökull. U jego podnóża znajduje się małe centrum turystyczne ze sklepem z pamiątkami i podstawowym ekwipunkiem na trekking. Jest też możliwość rozbicia namiotu, lub wynajęcia przewodnika w sezonie letnim.

Alternatywnym sposobem zwiedzenie Skaftafell są Google Maps. Dzielny żółty ludzik dotarł i tam, i w jego towarzystwie można nurzać się w zieloność i jak łódka brodzić.

20160406_130322_hdr

Po dłuższym podejściu pod górę, pojawia się w oddali pierwsza z atrakcji, wodospad Svartifoss. Nie tak monumentalny jak poprzednie, ale otoczony bazaltowymi kolumnami o równym, sześciokątnym przekroju.

20160406_133037_hdr

20160406_133745_hdr

Kolumny te są jednym z efektów wulkanicznej natury Islandii. Bazalt z którego się składają, był kiedyś płynną lawą. Kiedy zjawiska wulkaniczne w tej części Islandii uspokoiły się, lawa zaczęła stygnąć i kurczyć się, i bazalt zaczął pękać w równomierny sposób, tworząc te piękne kolumny. To co ja opisałem w dwóch zdaniach, jest dokładniej wyjaśnione tutaj i tutaj. Jeżeli brakuje wam pomysłów na kolejne wyjazdy, możecie zrobić Tour De Kolumny Bazaltowe, bo można spotkać je na całym świecie.

Ale czas było ruszać dalej.

20160406_140422

20160406_142253_hdr

20160406_142314_hdr

20160406_143736_hdr

20160406_143742_hdr

Po około godzinnym marszu dotarliśmy na szczyt ponad lodowcem. Sama trasa nie jest trudna, można ją przejść bez żadnego przygotowania. Jedynym wymaganiem były dobre buty i grube kurtki, bo wiało niesamowicie, a gdzieniegdzie zalegał śnieg. Niedogodności nie było dużo, ale nawet jakby ich było 10 razy więcej, to i tak widok rekompensowałby je wszystkie. Ze szczytu roztacza się panorama jak gdyby świata w miniaturze, od ośnieżonych szczytów do morza. Z jednej strony rozciąga się szeroki płaskowyż, o tej porze roku jeszcze rudy od bezlistnych krzewów, z drugiej widać ostrą biel lodowca.

Skaftafellsjökull

Niestety, i Islandii nie ominęło globalne ocieplenie. Na ścianie centrum turystycznego wisiało małe zdjęcie lodowca z początku XX wieku. Na nim jęzor lodowca sięgał znacznie, znacznie dalej. W ciągu tych 100 lat, co w skali geologicznej jest prawie pomijalnie krótkim okresem, lodowiec cofnął się o kilka kilometrów.

Jökulsárlón

Jökull to po islandzku lodowiec. Rdzeń ten jest częścią nazw geograficznych takich jak Skaftafellsjökull czy Hoffellsjökull, i także tutaj można go znaleźć. Jökulsárlón to jezioro polodowcowe, położone u stóp lodowca Breiðamerkurjökull. Już z drogi numer 1 widać intensywne biele i błękity gór lodowych odrywających się od czoła lodowca i leniwie sunących ku morzu. Te zimne wody są zamieszkiwane przez foki, widzieliśmy ich kilka pośród lodu, ale ta sielanka nie trwała długo. Kilku wyjątkowo tępych turystów zaczęło rzucać w nie kamieniami, i uciekło zanim ktoś zwrócił im uwagę. Nawet tak daleko nie da się uciec od głupoty ludzkiej.

20160406_165059_hdr

20160406_172210_hdr

Błękitne góry lodowe pochodzą z samego dna lodowca. Prasowany przez wyższe warstwy, lód pozbywa się wszystkich skaz rozpraszających światło i staje się czysto niebieski, niczym skondensowana czysta woda.

img_3446

img_3456

img_3459

Jezioro Jökulsárlón to najdalej wysunięty na wschód punkt Islandii do którego dotarliśmy, jednak jechać dalej nie było już czasu. Zamiast tego, wróciliśmy do Viku na nasz przedostatni nocleg. Mimo późnej pory, udało nam się wrócić jeszcze za dnia, Islandia położona jest tak daleko na północy, że nawet w kwietniu słońce zachodzi koło 21-22. Daje to kilkanaście godzin dziennie nadających się do wędrowania i zwiedzania, ale też może być zagrożeniem dla nieprzyzwyczajonych do tego kierowców. Przynajmniej tak twierdzi elf Elfis w filmie o bezpieczeństwie na islandzkich drogach.

Na Islandii pozostało nam jeszcze półtora dnia, i o tym czasie będzie część III, ostatnia.

Stefan

Część I
Część III

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *